+48 58 674 92 28     lachs.recepcja@gmail.com
Apartamenty i pokoje dla rodzin z dziećmi
TU ZAJRZYSZ DO KAŻDEGO Z APARTAMENTÓW I POKOI   |   PRZEWODNIK PO OKOLICY   |  
  REZERWACJE
LEGENDY ROZEWSKIE o tym kto pierwszy rozpalił ogień i wybudował latarnię w Rozewiu
dawno, dawno temu...

Jak żołnierze zamienili się w buki ...

Oficerowie, muszkieterowie i pikinierzy armii polskiej w I połowie XVII wieku (rys. Karol Linder)wawoz-Lisi-Jarwadysawowo-rozewie-004_400

Poznaj dwie najważniejsze legendy rozewskie:

OGIEŃ NA ROZEWIU

 Dawno temu po Bałtyku pływało wiele statków, transportujących różnorodne towary. Pływali nimi kupcy, handlujący w nadbałtyckich portach. Kupiec Frank, właściciel jednego z najokazalszych żaglowców, w każdą podróż zabierał swą ukochaną córkę Kristę, wierząc, że jej obecność przynosi mu szczęście. Dziewczyna była piękna i miała cudowny głos, dlatego nieraz umilała śpiewem podróż swemu ojcu i całej załodze.
Pewnego dnia, gdy Frank szykował się do wypłynięcia z gdańskiego portu w stronę Kołobrzegu, ostrzegano go, aby przełożył podróż bo zbliżał się sztorm. Jednak kupiec był pewien, że obecność córki ochroni go przed wszelkim niebezpieczeństwem. Gdy wypłynęli z portu, poprosił Kristę, aby zaczęła śpiewać. Dziewczyna, widząc chmury kłębiące się na horyzoncie i wzburzone morskie fale, próbowała namówić ojca do przerwania podróży, on jednak nie chciał jej słuchać.
W krótkim czasie na morzu rozpętało się prawdziwe piekło. Spienione fale wdzierały się na pokład, a wiatr zagnał statek w pobliże przylądka Rozewie, gdzie roztrzaskał się o wystający z morza głaz. Tylko Krista zdołała się uratować i dopłynąć do brzegu. Ostatkiem sił wspięła się na urwisko i zebrała chrust, a potem ułożyła stos chcąc rozpalić ogień.
– Płomienie wskażą marynarzom drogę. Tylko jak mam rozpalić ogień? – płakała, rozglądając się bezradnie.
Jej płacz usłyszał Fabisz, młody rybak, który mieszkał w Lisim Jarze. Pomógł dziewczynie rozpalić ogień i razem długo stali na brzegu, czekając na kogokolwiek z załogi. Ale nikt się nie pojawił. Ojca Kristy i pozostałych ludzi pochłonęło szalejące morze.
Wtedy Fabisz zaopiekował się Kristą. Młodzi pobrali się i zamieszkali na Rozewskiej Kępie. Każdej nocy wychodzili na najdalej wysuniętą skałę i rozpalali ogień, aby ostrzec żeglarzy przed niebezpiecznym głazem, który od tamtego tragicznego dnia nosi imię „Frank”.

Do dziś na Rozewiu stoi latarnia morska i wskazuje żeglarzom bezpieczną drogę do gdańskiego portu.

Przemienieni w buki
Ogień na Rozewiu nigdy nie wygasł. Kolejni Fabisze dobrze spełniali swe obowiązki. Wybudowanej na rozkaz polskiego króla wieży nigdy nie opuszczali. Nawet ciała ich grzebano nie na swarzewskim czy żarnowieckim cmentarzu, lecz tu pod wieżą. Za panowania króla Zygmunta latarnikiem był młody Wit, ostatni potomek Kristy i Fabisza. Pokochał on śliczna Agnieszkę, córkę sołtysa z Tupadeł. Co ranka spotykali się nad brzegiem morza, ona śpiewała, on dla niej zrywał najpiękniejsze kwiaty. O zmierzchu Wit niezmiennie wracał do latarni. Poczyniono już wszelkie przygotowania uroczystych a hucznych zaślubin, gdy ostatniej nocy przed ślubem na morzu pojawiły się szwedzkie żaglowce króla Gustawa. Zarzuciły kotwice pod Lisim Jarem i najeźdźcy wtargnęli na kępę. Wit był w rozterce. Z jednej strony chciał biec do Tupadeł, ostrzec narzeczoną i tamtejszych ludzi przed niebezpieczeństwem. Z drugiej jednak przypomniał sobie przysięgę złożoną na puckim zamku, że od zmroku do świtu nigdy nie opuści latarni. Wierny ślubowaniu pozostał na posterunku. Podkładał do ognia drew, aby choć w ten sposób zwrócił uwagę mieszkańców. Jednak pierwsi spostrzegli go najeźdźcy. Z Lisiego Jaru wąską drożyną ruszył podjazd w kierunku wieży. Wdarli się do baszty i rozkazali ugasić ogień. Wit nie posłuchał. Własną piersią zasłoni ognisko, lecz padł zabity przez wroga i zgasło światło na Rozewiu. Błysnęły za to ognie palonych wsi, co widząc Kaszubi skryli się po okolicznych lasach. Pod wieczór Agnieszka wymknęła się z kryjówki, weszła na latarnie i ujrzała narzeczonego martwego na szczycie baszty. Zrozpaczona zeszła pod wieżę, gdzie biwakiem rozłożył się jeden z podjazdów szwedzkich i gniewnie unosząc pięści, przeklęła zabójców. aby nigdy nie powrócili do domów. Szwedzi zerwali się chcąc pomścić zniewagę, ale poczuli że dziwna moc przygwożdża ich nogi. Buty korzeniami wrastają w ziemie, ręce zamieniają się w gałęzie, włosy w szeleszczące liście. Na zboczu stanął las żołnierzy szwedzkich zamienionych w buki.

Polecamy pieszą wycieczkę do Lisiego Jaru i Latarni Morskiej w Rozewiu (ok 2000 m od nas ) .

LISI JAR- rezerwat przyrody ,  polodowcowy wąwóz  ,ma długość 350 metrów. Ciągnie się od drogi do brzegu morza wąskim pasem. Miejscami zagłębienie sięga 50 metrów. Zbocza porośnięte są ponad stuletnim lasem bukowym.
LATARNIA MORSKA
usytuowana jest na przylądku Rozewie.Może poszczycić się bardzo długą historią, sięgającą aż 1822 roku. Od tamtego czasu dwukrotnie, w 1910 i 1978 roku, została poddana większym modernizacjom.
Jedna z legend związanych z latarnią mówi o tym, jakoby sam Stefan Żeromski tworzył tu powieść Wiatr od morza. Niestety, nigdy nie był w tym miejscu, niemniej światło latarni podziwiał co wieczór spędzając wakacje  w chałupce rybackiej w Redłowie .

Latarnia w dalszym ciągu nawiguje żeglarzy . Obecnie  znajduje się tu  Muzeum Latarnictwa, w którym zobaczyć można stare reflektory, światła nawigacyjne oraz modele dawnych latarni.

GALERIA
na terenie obiektu:
akceptujemy karty płatnicze

REKOMENDACJE

Rodzinne miejsce Gufik Okiem mamy

© 2015 - 2017 Lachs’ Apartments
Rodzinne wczasy w Jastrzębiej Górze. Pokoje nad morzem dla rodzin z dziećmi.

projekt i wykonanie - PEKADES, strony internetowe puck